Cukry – Dorota Kotas

Dorota Kotas w „Cukrach” nie tyle pisze książkę, co tka zmysłowy gobelin — utkany z codzienności, samotności, dziwności i słodko-gorzkiej czułości wobec świata, który nie chce być prosty ani logiczny. To proza, która nie podporządkowuje się rygorowi fabuły ani psychologii postaci, lecz podąża za rozproszonym światłem refleksji i za uchem, które słyszy język nie tam, gdzie go zwykle szukamy. 

Czytelnik trafia w przestrzeń pełną luk i szczelin: mieszkań, tramwajów, szpitalnych korytarzy, szeptów z dzieciństwa, martwych pszczół, i ciszy, która gęstnieje między słowami. A jednak w tej pozornej pustce dzieje się wszystko. To książka o doświadczeniu neuroatypowości, o nieprzystawaniu, ale też o próbującym się z tego nieprzystawania uczynić azylu. Kotas nie upomina się o miejsce w świecie — raczej z niepokojącą gracją tworzy własny świat, w którym reguły są elastyczne, a znaczenia przychodzą później, jeśli w ogóle. 

„Cukry” są manifestem wrażliwości — nie tej krzykliwej czy zbolałej, lecz tej, która widzi więcej, bo nie potrafi przestać czuć. Autorka łamie zasady narracji, bo świat łamie zasady życia. Opowieść rozrasta się jak korzenie roślin doniczkowych opisywanych mimochodem w tekście — jest żywa, choć pozornie nieruchoma. 

Pisanie Kotas jest jak chodzenie po krawędzi stołu z zamkniętymi oczami — balansuje, nie boi się spaść, nie musi dojść do końca. Ma odwagę opisać samotność tak, by nie wywołać litości, a zrozumienie. Ma czułość do języka, który nie służy tu wyjaśnianiu, lecz dotykaniu. Każde zdanie to osobny kafelek w mozaice codzienności, która przestaje być przezroczysta. 

„Cukry” to książka, którą się nie czyta — to książka, w której się zamieszkuje. Na chwilę. Może na dłużej. Książka, która stawia pytania nie do odpowiedzenia, ale do przeżycia. Literatura jako akt obecności, a nie przemocy znaczenia. 

I choć słowo „cukry” mogłoby sugerować coś lekkiego, słodkiego, łatwo rozpuszczalnego — Kotas udowadnia, że nawet w najmniejszej cząstce tkwi wszechświat. Że można mówić o zwyczajnych rzeczach w sposób nadzwyczajny. Że słodycz bywa bolesna, a ból – oczyszczający jak zimne światło poranka. 

To jedna z tych książek, które nie kończą się na ostatniej stronie. Ich prawdziwe zakończenie jest ciche, niewidzialne — dzieje się gdzieś w czytelniku, długo po zamknięciu okładki.

Wydawnictwo: Cyranka

Jakub Jagiełło

Autor booksbyjagiello.pl

Przewijanie do góry