Niektóre książki nie opowiadają historii — one ją rozdzierają, zszywają i zostawiają ślad jak blizna na duszy. Taka właśnie jest debiutancka książka Adrianny Alksnin „Kiedy to wszystko się skończy, będziemy innymi ludźmi” — opowieść, która nie tylko mówi, ale milczy w odpowiednich momentach, zostawiając czytelnikowi przestrzeń na drżenie, ciszę i własną pamięć.
To nie jest książka o końcach, choć tytuł tak sugeruje. To książka o przemianie, o subtelnym rozkładzie tego, co znane, w coś, co boleśnie nowe i bezpowrotnie inne. Alksnin pisze nie tyle o wydarzeniach, co o ich cieniu. O tym, co zostaje po rozmowie, po spojrzeniu, po decyzji. O śladzie obecności w pustym pokoju.
Narracja książki toczy się jak rozmowa z kimś, kogo zna się całe życie, a jednocześnie dopiero poznaje. Jest intymna, oszczędna w słowach, lecz pełna emocjonalnej głębi. Autorka umiejętnie lawiruje między tym, co jawne, a tym, co ukryte, jakby każde zdanie było ledwo uchyloną furtką do czegoś większego, bardziej bolesnego, ale też bardziej prawdziwego.
Bohaterowie — których imiona czasem się rozmywają, jakby nie były ważne — stają się lustrami, w których czytelnik niepostrzeżenie zaczyna dostrzegać siebie. Ich rozpad jest naszym rozpadem. Ich nadzieja — ostatnim tlenem, którym oddychamy po zamknięciu książki. Alksnin nie buduje fabuły na nagłych zwrotach akcji, lecz na drżeniu codzienności, na przejmującej zwyczajności, z której nagle wytryska coś olśniewająco szczerego.
Na poziomie języka autorka zachwyca subtelną poetyckością. Jej proza jest czysta, pełna powietrza, jakby każde zdanie miało zostawić czytelnikowi przestrzeń do oddychania, ale też — paradoksalnie — do zatrzymania oddechu. Pojawiają się zdania, które czyta się kilka razy, nie dlatego, że są niezrozumiałe, ale dlatego, że są zbyt prawdziwe, by przejść nad nimi do porządku dziennego.
Kiedy to wszystko się skończy, będziemy innymi ludźmi to książka o tym, że zmiana nie zawsze jest wyborem. Że czasem rośniemy nie z własnej woli, lecz z konieczności przetrwania. To także cicha modlitwa za tych, którzy nie potrafili się zmienić, albo nie zdążyli. Za tych, którzy zostali tam, gdzie my już nie możemy wrócić.
To proza do powolnego czytania. Do zatrzymywania się. Do czytania nie po to, by wiedzieć, ale po to, by poczuć. A potem — żeby już nic nie było takie samo. Bo kiedy to wszystko się skończy — będziemy naprawdę innymi ludźmi.
Wydawnictwo: Cyranka


