„Mały cud” to książka, która nie sili się na wielkie gesty ani patos, a jednak dotyka najczulszych strun w czytelniku. Kasia Półtorak z niezwykłą subtelnością prowadzi nas przez historię, w której codzienność staje się miejscem narodzin nadziei, a zwykłe słowa i gesty odkrywają swoją ukrytą moc.
Autorka pisze tak, jakby szeptała – delikatnie, a jednocześnie z głęboką świadomością tego, że każdy z nas nosi w sobie zarówno blizny, jak i światło. „Mały cud” nie jest bajką, choć zawiera w sobie pierwiastek magiczności; nie jest też suchym zapisem faktów, bo cała jej treść pulsuje emocjami, które w naturalny sposób przenikają do serca czytelnika. To opowieść o tym, że cudy nie przychodzą w formie fajerwerków – czasem są ukryte w spojrzeniu, w cichym „jestem obok”, w chwili, która niepostrzeżenie zmienia bieg życia.
Czytając tę książkę, miałem wrażenie, że autorka prowadzi dialog nie tylko z bohaterami, lecz także z nami – czytelnikami, którzy zatrzymują się, by dostrzec, jak wiele piękna kryje się w rzeczach drobnych. To literatura pisana z czułością, w której każdy akapit ma w sobie oddech prawdy i nadziei.
„Mały cud” zostawia po sobie ślad – nie krzykliwy, lecz taki, który długo rezonuje w ciszy. To książka dla tych, którzy pragną odnowić w sobie wiarę w to, że wciąż możemy spotkać dobro – niekiedy tam, gdzie najmniej się go spodziewamy.
Kasia Półtorak stworzyła dzieło proste w formie, a zarazem bogate w treści emocjonalne i duchowe. Jako recenzent, ale też jako czytelnik, jestem wdzięczny za tę podróż – subtelną, intymną i prawdziwą.
Wydawnictwo: Poligraf


