Podróż w książce Krzysztofa Środy nie jest jedynie przemieszczaniem się z miejsca na miejsce, lecz nieustannym zanurzaniem w kruchość doświadczeń, w ulotność spotkań, w błyski rzeczywistości, które mogłyby zginąć, gdyby nie uważne spojrzenie autora. Rzeczy zdarzające się w podróży to zapis wrażliwości – takiej, która potrafi zatrzymać się przy geście nieznajomego, spojrzeniu psa, ciszy dworca czy cieniu rzucanym przez górski szczyt o zachodzie słońca.
Środa układa swoją narrację w rytm, który bardziej przypomina pulsowanie pamięci niż klasyczną opowieść. Czytelnik nie wędruje tu szlakiem wyznaczonym mapą, lecz szlakiem nagłych iluminacji, drobnych olśnień i fragmentów, które z pozoru nie znaczą nic, a w całości układają się w intymny portret podróżowania jako stanu duchowego. To nie przewodnik po krajach, lecz przewodnik po sposobie widzenia świata.
Książka posiada coś z dziennika, coś z notatnika filozofa, a miejscami – coś z poetyckiego szkicu. Środa pokazuje, że podróż to nie tylko kontakt z obcym światem, ale przede wszystkim rozmowa z samym sobą. Lektura przypomina odkrywanie kolejnych warstw pamięci, które – podobnie jak wędrówka – nie zawsze prowadzą prosto, ale zawsze otwierają perspektywę na nowe.
Nie sposób czytać tej książki bez zwolnienia tempa. Ona domaga się uważności, takiej samej, z jaką została napisana. Zatrzymuje w biegu, każe dostrzec „rzeczy zdarzające się” – rzeczy małe, kruche, a jednocześnie fundamentalne.
Dla mnie lektura była doświadczeniem podobnym do rozmowy z nieznajomym przy stole w dalekim mieście: rozmowy, po której nic nie jest takie samo, bo świat okazuje się większy i subtelniejszy, niż przypuszczałem.
Środa przypomina, że podróż nigdy się nie kończy – trwa w czytaniu, w pamięci, w refleksji. A książka Rzeczy zdarzające się w podróży jest jednym z tych rzadkich towarzyszy, którzy uczą, że życie samo w sobie jest najdłuższą z podróży.
Wydawnictwo: Czarne


