Stany przejściowe - Zofia Lorek

Zdarzają się książki, które się czyta. Zdarzają się też takie, które się przeżywa — tak głęboko, że zostają w czytelniku jak ciche echo jeszcze długo po zamknięciu ostatniej strony. „Stany przejściowe” Zofii Lorek należą do tej drugiej kategorii. To nie jest opowieść, którą się jedynie śledzi wzrokiem; to tekst, który drąży — tkankę duszy, splot codzienności, mikrorytmy emocji, których nie da się nazwać, ale które autorka potrafi nazwać za nas. Cicho. Bez patosu. Prawdziwie.

Lorek nie opowiada nam historii w sposób linearny czy przewidywalny. Jej proza przypomina pejzaż malowany światłem
i cieniem — tam, gdzie inni widzą kontury, ona dostrzega półtony. „Stany przejściowe” to zbiór momentów, rozedrganych chwil zawieszonych między tym, co było, a tym, co dopiero się staje. Zaskakująca jest zdolność autorki do wychwytywania tych niewyraźnych granic: między bólem
a ukojeniem, między stratą a nowym początkiem, między milczeniem a słowem, które dopiero dojrzewa w gardle.

Język Lorek jest oszczędny, ale nie chłodny. Każde zdanie wydaje się wyważone, jakby zostało przez nią przemyślane wiele razy, zanim znalazło swoje miejsce na papierze. Pisarka ufa czytelnikowi. Nie podaje mu wszystkiego wprost. W zamian daje przestrzeń — do czucia, do interpretowania, do milczenia razem z bohaterami. To zaufanie jest największym darem, jaki autor może dać czytelnikowi.

Bohaterowie „Stanów przejściowych” są — jak sugeruje tytuł — w ciągłym ruchu, ale nie jest to ruch spektakularny. To raczej powolne, czasem niemal niezauważalne osuwanie się z jednej wersji siebie w drugą.
I może właśnie dlatego są tak bliscy — bo każdy z nas kiedyś był w takim miejscu: zawieszony, niegotowy, a jednocześnie zmuszony iść dalej.

Nie sposób też nie wspomnieć o niezwykłej umiejętności Lorek tworzenia napięcia nie poprzez wydarzenia, ale poprzez atmosferę. Czasem wystarczy jeden gest, jedno niedopowiedziane słowo, żeby zbudować scenę, która zostaje z czytelnikiem na długo. W tym właśnie tkwi siła tej książki — w subtelności, w szeptach, w pominięciach, które znaczą więcej niż całe akapity.

„Stany przejściowe” to książka, którą warto czytać powoli, z uważnością. Nie po to, by poznać zakończenie, ale by spotkać siebie — takiego, jakiego jeszcze nie znamy. To opowieść o nas wszystkich, o chwilach, które definiują nasze życie, choć z pozoru wydają się zaledwie przerwą między tym, co naprawdę ważne.

A może to właśnie one są najważniejsze?

Wydawnictwo: Drzazgi

Jakub Jagiełło

Autor booksbyjagiello.pl

Przewijanie do góry