Czasem książka nie szuka poklasku. Nie błyszczy od pierwszego zdania, nie domaga się uwagi. Zamiast tego osiada w człowieku jak światło przechodzące przez chmurę – miękkie, niepozorne, ale prawdziwe. Taką właśnie książką jest Ku Słońcu Ingi Iwasiów – subtelną, a zarazem niepokojącą medytacją o współczesności, ciele i przestrzeni kobiecego bycia. Nie jest to powieść, którą się czyta. To powieść, w której się żyje.
Inga Iwasiów znów proponuje formę pograniczną, splatając to, co osobiste z tym, co polityczne, cielesność z myślą, a ruch z zatrzymaniem. Wyruszamy z bohaterką – kobietą o złożonej biografii – do sanatorium, do miejsca, gdzie ciało ma odpocząć, ale dusza, paradoksalnie, zaczyna się budzić. Sanatorium staje się tutaj nie tyle tłem, co egzystencjalnym teatrem, w którym rozgrywa się dramat dojrzewania do siebie w świecie rozchwianym, napiętym, a momentami wręcz groteskowym.
Nie znajdziemy tu klasycznej fabuły. Iwasiów świadomie rezygnuje z narracyjnych podpórek. Pisze fragmentarycznie, miejscami wręcz esejystycznie, a jednak zachowuje intensywność przeżycia. Każde zdanie jest wyważone – jakby autorka ważyła nie tylko słowa, ale i oddechy między nimi. A przecież pod tą pozorną powolnością czai się napięcie – emocjonalne, cielesne, społeczne. Iwasiów pisze z kobiecego wnętrza, nie chcąc się nikomu tłumaczyć. To pisanie wolne od dekoracji, ale pełne gęstości – jak czarna kawa wypita w sanatoryjnym bufecie o świcie.
Motyw „słońca” pojawia się tutaj nie jako światło oświecenia, lecz raczej jako widmo, cel, ku któremu zmierza się niepewnie, z bólem. To nie happy end, ale potrzeba ruchu. Ku sobie. Ku przyszłości, która niekoniecznie będzie lepsza, ale może będzie prawdziwsza.
Jako mężczyzna czytający tę książkę, miałem poczucie, że jestem gościem w świecie nie do końca dla mnie przeznaczonym – i dobrze. Literatura nie ma być lustrem, ale bramą. Ku Słońcu to właśnie taka brama – niepozorna, ukryta między szarą rzeczywistością a codziennym zmęczeniem. Ale jeśli przez nią przejść, można zobaczyć rzeczy, których się wcześniej nie umiało nazwać. I może nawet – coś poczuć.
To książka o świecie, który nieustannie się zmienia, ale też o tym, co w nim pozostaje – ciało, pamięć, kobiecość, bunt i milczenie. Iwasiów nie daje nam prostych odpowiedzi. Daje coś cenniejszego – miejsce do myślenia.
Wydawnictwo: Świat Książki


