Bambino – Inga Iwasiów

W świecie, w którym literatura coraz częściej szuka efektu, Inga Iwasiów proponuje czytelnikowi coś znacznie trudniejszego – intymną, spokojną w tonie, lecz wielogłosową powieść o tym, co naprawdę tworzy człowieka: czas, pamięć, ciało i miasto. „Bambino” nie szuka hałasu – ona cichym szeptem wprowadza nas w przestrzeń, gdzie historia nie jest wielką narracją z podręcznika, lecz zapisem ciała, pragnień, przemilczeń i drobnych gestów, które zlepiają się w istnienie. 

Czytając tę książkę, odnosiłem wrażenie, jakbym otwierał okna w zapomnianym mieszkaniu – kurz unosił się leniwie, a zapach przeszłości wnikał w skórę. Inga Iwasiów nie opowiada fabuły – ona ją tkwi w słowach, czasem surowych, czasem miękkich jak szept między kochankami, albo niedopowiedzianym „nie teraz” między matką a córką. Narracja jest tu jak Szczecin – nieoczywista, pograniczna, przesiąknięta historią, która nigdy nie daje się opowiedzieć do końca. 

Postaci Barbary, Uli, Joachima i Magdy nie są dla mnie tylko bohaterami – są skrawkami ludzkiej materii, utkanej z ciała, czasu i języka. Ich doświadczenia – powojenne dzieciństwo, młodość w PRL-u, dojrzewanie w cieniu ideologii i buntu – nie są tu opowiadane z perspektywy „potem”, lecz są przeżywane na nowo w każdym zdaniu. Ich cielesność, seksualność, samotność i niepewność to nie tematy – to pulsująca obecność, której nie sposób zignorować. 

Co mnie poruszyło najbardziej? Może to, jak Iwasiów pozwala historii przenikać przez ciała – nie przez daty, ale przez spojrzenia, blizny, zapachy. Jak dotyk staje się znakiem przynależności lub jej braku. Jak milczenie staje się formą pamięci. I jak miłość, zawsze ułomna, niedopowiedziana, niemożliwa – zostaje jednak ocalona właśnie w tym, że była. 

„Bambino” to powieść o mieście i jego ludziach – ale nie w sensie urbanistycznym. To miasto wewnętrzne, psychiczne, rozpięte między ruiną a przyszłością. Szczecin u Iwasiów nie jest tylko tłem – jest stanem umysłu. Pogranicze jako struktura myślenia, bycia i pamiętania. 

Nie jest to książka, którą się „czyta” – to książka, która się sączy przez człowieka. Która zostaje pod paznokciami, między zębami, we wnętrzu powiek. Taka, do której się nie wraca po rozdziały – lecz do której wraca się myślą, kiedy jest się samemu. Jak do zdania, którego nie sposób dokończyć. 

Nie wiem, czy „Bambino” jest książką dla każdego. Ale wiem, że każdy, kto szuka w literaturze prawdy – nie tej spektakularnej, ale tej najcichszej – znajdzie tu coś, co go zatrzyma. Co każe przystanąć i posłuchać ciszy między słowami. 

I dlatego, jako czytelnik i jako człowiek, jestem wdzięczny Indze Iwasiów – za „Bambino”, za literaturę, która nie boi się ciała, nie boi się historii i nie boi się milczenia. Za książkę, która nie mówi „spójrz na mnie”, lecz „posłuchaj siebie”.

Wydawnictwo: Świat Książki

Jakub Jagiełło

Autor booksbyjagiello.pl

Przewijanie do góry