Luneta z rybiej głowy – Patryk Zalaszewski

Niebo w oku ryby – wędrówka przez świat widziany z innego brzegu rzeczywistości.

Zdarzają się książki, które nie mają początku ani końca w klasycznym tego słowa znaczeniu – istnieją raczej jak sen, jak błysk światła odbity w źrenicy stworzenia z innego wymiaru. Taką właśnie literacką osobliwością jest „Luneta z rybiej głowy” Patryka Zalaszewskiego – dzieło, które nie tyle się czyta, ile doświadcza. I choć nie znajdziecie jej w kanonie lektur szkolnych (jeszcze), powinna trafić na półkę każdego, kto wierzy, że literatura potrafi przekształcać świat – nie dosłownie, lecz przez zmianę kąta patrzenia.

Zalaszewski tworzy jak alchemik słów – łączy realizm z absurdem, groteskę z liryką, a filozofię z dziecięcą ciekawością świata. Tytułowa luneta z rybiej głowy nie jest tu jedynie surrealistycznym rekwizytem – staje się soczewką, przez którą narrator, czytelnik, a może samo życie, przygląda się rzeczom pozornie błahym. Ta luneta pozwala dostrzec niewidzialne: myśli chowające się w kałużach, milczenie ukryte pod warstwą codziennych rozmów, a także lęki, które rozrastają się w cieniu nieprzeżytych chwil.

Zalaszewski pisze z niepokojącą czułością. Każde zdanie jest tu jak rybia łuska – niepozorna, ale pod światłem znaczeń ukazuje swoje pełne spektrum. Język tej książki ma w sobie coś z poezji – jest momentami przezroczysty jak woda, innym razem mętny, zmuszający do zatrzymania się i ponownego przeczytania. W tym stylu czuć echa Schulza, Ligottiego, a nawet Topora, ale autor zachowuje własny głos – niepokorny, przewrotny i… intymny.

Bohaterowie tej opowieści (a może antyopowieści) przypominają figury z marzeń sennych: dziwni, ulotni, symboliczni. Czy są prawdziwi? To pytanie staje się zbędne, kiedy zdamy sobie sprawę, że „Luneta z rybiej głowy” nie dąży do prawdy w sensie faktów, lecz do prawdy wewnętrznej – tej, która bytuje pod skórą świata.

Nie sposób nie wspomnieć o warstwie filozoficznej, która migocze między wersami. Zalaszewski nie serwuje nam gotowych odpowiedzi – raczej prowokuje pytania, zmusza do myślenia poza granicami przyzwyczajeń. Czym jest tożsamość? Czy czas jest prostą linią, czy może spiralą, którą można oglądać z perspektywy rybiego oka?

Jako recenzent, ale też jako czytelnik głęboko wrażliwy na metafizyczne drgania tekstu, czuję wdzięczność, że taka książka została napisana. „Luneta z rybiej głowy” nie jest łatwa, nie jest też przyjemna w klasycznym rozumieniu tego słowa – ale jest piękna. Piękna tą osobliwą, niedającą się zdefiniować urodą świata, którego nie widzimy, dopóki ktoś nie wręczy nam odpowiedniej lunety.

I taką właśnie lunetą jest ta książka.

Wydawnictwo: Czarne

Jakub Jagiełło

Autor booksbyjagiello.pl

Przewijanie do góry