Światła, które zostają w duszy
Są książki, które się czyta. I są takie, które się czuje. „Światła w oknach” Patrycji Żurek należy do tej drugiej kategorii — to nie jest lektura, to spotkanie. Intymne, czułe, podszyte ciszą i ciepłem. To opowieść, która nie krzyczy, ale zostawia ślad – jak światło w oknie rodzinnego domu widziane po latach z daleka.
Żurek pisze z niezwykłą wrażliwością — z pokorą wobec codzienności i z wyrozumiałością wobec człowieka. Jej język jest oszczędny, ale pełen znaczeń, jakby każde słowo zostało wyjęte z samego środka serca. Nie ma tu niepotrzebnych fajerwerków, nie ma literackiej pozy. Jest prawda. A prawda — w literaturze tak trudna do uchwycenia — staje się tu osią narracyjną.
Motyw światła, obecny już w tytule, powraca jak refren: w spojrzeniach bohaterów, w rozżarzonych kuchennych lampach, w śniegowych odbiciach, w rozświetlonych gestach dobroci. Autorka zdaje się mówić, że światło nie jest zjawiskiem fizycznym, lecz ludzkim. Że może być czyimś uśmiechem, obecnością, milczeniem, które rozumie. Czasem to po prostu ktoś, kto na nas czeka, gdy życie się rozplątuje.
Na kartach tej książki nie znajdziemy spektakularnych zwrotów akcji, ale za to odnajdziemy coś cenniejszego: cichy puls zwyczajnych dni, którym Żurek przywraca wagę i blask. To swoisty hołd dla codzienności – nie tej instagramowej, ale tej prawdziwej: z poplamionym obrusem, z rozmową przez drzwi, z dłonią, która poprawia koc, gdy ktoś zasypia na kanapie. Takie sceny autorka potrafi uczynić poezją.
W bohaterach „Świateł w oknach” widzimy nie tyle postaci literackie, co lustra — odbicia nas samych, naszych babć i dziadków, sąsiadów, samotnych kobiet z parteru, dzieci, które marzą i dorosłych, którzy zapomnieli, jak to było. To książka o obecności — o tym, że nawet jeśli ktoś nie mówi, to nadal jest. I że czasem wystarczy jedno zapalone światło, by ktoś odnalazł drogę do domu.
Czytając tę książkę, przypomniałem sobie wszystkie okna, które świeciły się dla mnie w trudnych momentach życia. Tę jedną lampkę w kuchni mojej mamy, która paliła się, gdy wracałem późno. To światło nie zadawało pytań, ale mówiło: „jestem tu”. I dokładnie to samo mówi do czytelnika książka Patrycji Żurek.
„Światła w oknach” to nie tylko literacka uczta, ale także przypomnienie, że człowieczeństwo zaczyna się od uważności. I że niekiedy najgłębsze prawdy mieszczą się w najprostszych gestach.
To książka, którą się nie kończy — tylko zostawia na parapecie serca, zapaloną, na wypadek, gdyby ktoś potrzebował światła.
Wydawnictwo: EmpikGo


