Są książki, które czyta się oczami. Są też takie, które przebiegają przez krwiobieg – bolą, pulsują, nie dają zasnąć. „Wkurione kobiety w leju po Polsce”* Mai Staśko to lektura z tej drugiej kategorii. To nie publikacja, to manifest. To nie tom reportaży – to ryk. Krzyk kobiet, które postanowiły mówić, choć wcześniej wszystko w świecie było tak urządzone, by milczały.
Staśko pisze bez znieczulenia. Słowa kłują jak szkło rozbite o bruk. Nie znajdziemy tu wygodnych uogólnień ani dystansu dziennikarskiego – to opowieść o ciele, które pamięta krzywdę, o języku, który dopiero uczy się mówić w swoim imieniu, o gniewie, który jest jedyną odpowiedzią na systemowe milczenie. To książka dokumentująca kobiece doświadczenia nie jako wyjątek, lecz jako regułę. Lej po Polsce to metafora, ale i konkret – przestrzeń po wybuchu, którą zapełniają ofiary, nie sprawcy.
Czytając te historie – surowe, pozbawione patosu, a przez to jeszcze bardziej poruszające – miałem wrażenie, że autorka uprawia archeologię bólu. Wyciąga z zakopanych pokładów opowieści tych, które nigdy nie miały być usłyszane. I robi to z odwagą, która nie zamienia się w egzaltację. Jest tu miejsce na analizę, lecz nie na osąd. Na złość – ale nie na nienawiść.
Nie sposób jednak przejść obojętnie obok tytułu. Słowo „wkur*ione” to nie tylko ekspresja emocji – to gest polityczny. To słowo, które kobiety przez dekady tłumiły, zastępując je uśmiechem, dostosowaniem, rezygnacją. Staśko przywraca mu godność – bo gniew kobiet w Polsce nie jest niegrzeczny. Jest sprawiedliwy.
Czy Polska, opisana w tej książce, to kraj upadły? A może dopiero rodzący się z popiołów patriarchatu? W tym „leju” – kraterze po przemocowych narracjach, polityce ignorancji, obojętności Kościoła i instytucji – kiełkuje coś nowego. Niepokornego. Niebezpiecznego dla status quo. A przez to – koniecznego.
Jako mężczyzna, jako obywatel, jako recenzent – nie mogę i nie chcę udawać, że ta książka mnie nie dotyczy. Bo dotyczy. Bo jeśli chcemy być uczciwi wobec tego świata, musimy stanąć twarzą w twarz z jego najciemniejszymi zakamarkami. A Maja Staśko, z bezkompromisową przenikliwością, prowadzi nas właśnie tam. Do miejsca, gdzie nie ma już wygodnych uników – jest tylko prawda.
Wydawnictwo: Cyranka


