Śmiejący się pies – Krzysztof Varga

Nieczęsto trafia się na książkę, która nie tylko unosi brwi, ale i rozedrgane resztki duszy — tak właśnie działa „Śmiejący się pies” Krzysztofa Vargi. To powieść, która wymyka się słowom, jakby sama chciała uciec z własnych kartek i zaszyć się gdzieś na marginesach rzeczywistości. To książka zrodzona z ironii, rozpaczy i groteskowego śmiechu, którego echo odbija się długo po ostatnim zdaniu. 

Varga, jak to Varga — pisarz, który nigdy nie klęka przed oczekiwaniami, raczej pluje w twarz konwencji i mówi: „czytaj, jeśli masz odwagę”. „Śmiejący się pies” nie jest powieścią łatwą ani wdzięczną. Jest jak rysa na starym lustrze — zmusza, by patrzeć w siebie inaczej, krzywiej, głębiej. Narracja meandruje jak pijany flâneur, który zgubił mapę świata i teraz próbuje ją odtworzyć z rozmów przypadkowych przechodniów, ruin wspomnień i przeterminowanych idei. 

Pies w tytule to nie tylko symbol – to widmo. Uśmiechający się złośliwie, być może diabelsko, może melancholijnie – zwierzę, które wie więcej niż człowiek, ale nie zamierza się tym dzielić. W tym psim śmiechu słyszę Becketta, słyszę Schulza, ale przede wszystkim słyszę Vargę – jego styl, jego gorycz, jego śmiech, który jest zawsze o sekundę od krzyku. 

W „Śmiejącym się psie” Varga obnaża polskość w jej najbardziej bolesnych przejawach – nie tę spektakularną, sztandarową, lecz codzienną, wyświechtaną, zanurzoną w fast foodzie ducha. Bohaterowie to duchy ludzi, którzy nie zdążyli zestarzeć się pięknie — pozostali zawieszeni między ironią a rozpaczą, między snem a znieczuleniem. Ich dialogi bywają absurdalne, ich decyzje — niedorzeczne, ale wszystko to pulsuje prawdą o nas samych, której nie chcemy widzieć. 

Język Vargi jest jak skrzypienie starej podłogi – denerwujący, niepokojący, a zarazem nieodłączny element pejzażu. Jego frazy są ostre, jakby wydrapywane paznokciem na powierzchni ciszy. Co jakiś czas pojawia się zdanie, które zatrzymuje czytelnika, wbija go w fotel — i nie puszcza. Trzeba je przeczytać jeszcze raz, i jeszcze raz, aż stanie się rytmem serca. 

To książka o pustce, o rozpadzie, ale też o śmiechu – tym, który ocala i tym, który zabija. Bo w śmiechu psa kryje się wszystko, czego boi się człowiek: nicość, przemijanie, absurd. Ale też – nieuchwytna czułość świata, który mimo wszystko pozwala nam jeszcze raz otworzyć książkę i czytać, choć nie mamy już na to siły. 

„Śmiejący się pies” nie daje ukojenia. Nie taki ma cel. To raczej literacki kamień w bucie – boli przy każdym kroku, ale przypomina, że żyjemy. I za to jestem Vardze wdzięczny. Bo literatura, która nie boli, nie jest już literaturą – jest pocztówką.

Wydawnictwo: Czarne

Jakub Jagiełło

Autor booksbyjagiello.pl

Przewijanie do góry