Raptularz - Urszula Kozioł
Nie sposób podejść do „Raptularza” Urszuli Kozioł bez namysłu nad istotą pamięci, przemijania i samego zapisu. Ta książka, osadzona na granicy dziennika, poetyckiego notatnika i filozoficznego traktatu, jawi się jako opowieść bez jednej linii fabularnej, a jednak tętniąca ukrytą strukturą – rytmem myśli, urywków dnia codziennego i refleksji nad losem człowieka.
Kozioł nie potrzebuje wielkich słów, by przeniknąć w głąb egzystencjalnych zagadnień. Każdy fragment, choć niekiedy wydaje się jedynie drobnym szkicem, ostatecznie układa się w mozaikę doświadczeń, w których odbija się zarówno los jednostki, jak i puls współczesności. Autorka notuje rzeczy pozornie błahe: ślad porannego światła, chwilowe zapomnienie, echo dawnych rozmów. Lecz pod tym zapisem kryje się coś więcej – powracają pytania o to, co zostaje, gdy mija dzień, czym jest pamięć i jak zapis potrafi ocalić chwilę przed ostatecznym zanikiem.
Czytając „Raptularz”, odnosi się wrażenie obcowania z czymś niezwykle intymnym, jakbyśmy zaglądali do szkicownika myśli, nie do końca gotowego, lecz przez to jeszcze prawdziwszego. To nie jest książka, którą pochłania się w jednym tchu. Wymaga ona zatrzymania, a może nawet – wbrew dzisiejszej logice przyspieszenia – zwolnienia rytmu lektury.
Jest w tych zapiskach nuta melancholii, ale nie tej przygnębiającej, lecz raczej łagodnej, wyciszonej, akceptującej. Kozioł nie lamentuje nad przemijaniem, raczej wsłuchuje się w nie, rejestrując jego rytm. Jest to lektura dla tych, którzy potrafią czytać między wierszami – w ciszy, w pauzach, w miejscach, gdzie słowa oszczędnie dotykają rzeczywistości.
„Raptularz” to książka, do której się wraca. Nie po odpowiedzi, bo Kozioł ich nie daje, lecz po to, by nauczyć się uważniej patrzeć na własny świat.
Wydawnictwo: Państwowy Instytut Wydawniczy


