Instytut - Jakub Żulczyk

Gdy zamyka się za sobą drzwi do Instytutu, nie wychodzi się już tym samym człowiekiem. Jakub Żulczyk, jak rasowy demiurg, stworzył świat, który przeraża nie tylko swoją brutalnością, ale także tym, jak boleśnie przypomina nasze własne odbicie w pękniętym lustrze współczesności.

Instytut to powieść niepokojąca.
I niepokojąca w sposób głęboko egzystencjalny – nie jak horror, który wystraszy nas w nocy, lecz jak prawda, która nie daje spać przez wiele nocy z rzędu. Autor nie oferuje nam komfortu. Wręcz przeciwnie – odbiera go strona po stronie, aż zostajemy z książką, która jest jak zaciśnięta pięść w ciemnym pokoju: pełna napięcia, złości i niewypowiedzianego bólu.

Główny bohater, pozornie przeciętny pacjent zamkniętego ośrodka, staje się dla czytelnika przewodnikiem po piekle – ale nie tym Dantejskim, pełnym ognia i potępienia – tylko polskim, dusznym, przesiąkniętym formaliną systemu i brudem codziennych upokorzeń. Instytut to nie tyle miejsce, co stan psychiczny. Choroba rozlana na całą rzeczywistość. Żulczyk pisze o tym językiem gęstym, lepionym z potu, gniewu i gorączki.

To literatura, która nie szuka łatwych odpowiedzi, a tym bardziej – nie oferuje pocieszenia. Każde słowo wydaje się być wybite z kamienia, każde zdanie – jak cios. W świecie Instytutu nie ma neutralnych przestrzeni, każdy korytarz, każda rozmowa, każda cisza pulsuje napięciem.
To proza, która dotyka nerwu.

Jest coś wybitnie filmowego w tej książce – nie ze względu na konstrukcję, lecz atmosferę. Mroczna poetyka powieści Żulczyka przywodzi na myśl kino psychologiczne, w którym kamera zbyt długo pozostaje na twarzy bohatera, zmuszając widza do konfrontacji z tym, co niewygodne. W literaturze Żulczyka nie ma przypadkowych bohaterów – każdy jest jak element większej układanki, której obraz końcowy składa się na przerażający portret systemu, który żywi się ludzkim cierpieniem
i bezsilnością.

Ale być może najbardziej poruszające jest to, że Instytut to książka nie o instytucji psychiatrycznej, lecz o nas wszystkich.
O tym, jak łatwo dajemy się zamknąć –
w rutynie, w obojętności, w systemie, który przestał służyć człowiekowi. To krzyk – lecz nie histeryczny, lecz głęboki, przeszywający, bolesny jak szloch kogoś, kto wie, że już nikt go nie słyszy.

Czy warto czytać Instytut? Tak – ale nie po to, by się dobrze bawić. Żulczyk nie pisze dla tych, którzy szukają rozrywki. Pisze dla tych, którzy mają odwagę się bać. I dla tych, którzy chcą zrozumieć, jak wygląda świat, kiedy znikają drzwi wyjściowe.

Jakub Żulczyk napisał książkę, która boli.
A Jakub Jagiełło – pisząc te słowa – wie, że to jeden z najważniejszych bólów, z jakimi przyszło mu się zmierzyć jako czytelnik.

Wydawnictwo: Świat Książki

Jakub Jagiełło

Autor booksbyjagiello.pl

Przewijanie do góry