Zrób mi jakąś krzywdę - Jakub Żulczyk

Istnieją książki, które się czyta, i takie, które się przeżywa – z całym brudem ulicy, niedojrzałością emocji i niezręcznym pięknem wczesnej młodości. „Zrób mi jakąś krzywdę” Jakuba Żulczyka to właśnie ta druga kategoria – nieczytana, lecz przeżyta, nieopowiedziana, lecz odczuta, czasem aż do bólu, jak wspomnienie nieprzespanego lata z kimś, kogo się kochało na zabój, nie wiedząc jeszcze, czym miłość tak naprawdę jest.

Żulczyk prowadzi narrację jak chłopak z sąsiedztwa – pozornie lekko, czasem głupkowato, z przymrużeniem oka – a jednak każde zdanie ciąży jak cegła, bo pod językiem żartu czai się coś znacznie poważniejszego: pytania o tożsamość, o samotność, o sens dojrzewania w świecie, który nie oferuje odpowiedzi, tylko memy, browary i ucieczki.

„Zrób mi jakąś krzywdę” to historia o tym, że zanim zrozumiemy, czego pragniemy, często zdążymy wszystko zepsuć. Żulczyk z chirurgiczną precyzją rozcina duszę swoich bohaterów – a właściwie bohatera, który mógłby być każdym z nas – i nie boi się zostawić jej krwawiącej. Nie po to, by szokować, lecz po to, by powiedzieć: to boli, bo jest prawdziwe.

Tytułowa krzywda jest tu nie tylko prowokacją, ale i modlitwą. Młodzi bohaterowie tej opowieści pragną cierpieć, by poczuć, że istnieją. To literatura inicjacyjna, ale nie naiwna. Nie ma tu dydaktyzmu, nie ma morałów. Są za to fragmenty ciszy pomiędzy zdaniami, które czytelnik musi uzupełnić własnym doświadczeniem.

Język Żulczyka jest surowy, pełen potocznych fraz, miejscami wulgarny – ale nie ma w tym nic przypadkowego. To właśnie dzięki tej warstwie „Zrób mi jakąś krzywdę” staje się głosem pokolenia wychowanego na fast foodzie kultury, ale wciąż głodnego autentyczności. To książka, która mówi: nie jesteś sam, nawet jeśli ci się tak wydaje.

Po zamknięciu tej książki nie czułem ulgi. Czułem raczej coś pomiędzy rozedrganiem a melancholią – jakby ktoś właśnie wypowiedział na głos moje niewypowiedziane myśli. Może dlatego, że Żulczyk, zanim został pisarzem, był przede wszystkim uważnym obserwatorem ludzi. I to czuć. W każdym zdaniu.

„Zrób mi jakąś krzywdę” to nie manifest, to nie traktat, to nie literatura w białych rękawiczkach. To list napisany krwią i śliną, podszyty tęsknotą, którą znają wszyscy, którzy choć raz kochali kogoś bez wzajemności albo bardziej, niż wypadało.

Nie wiem, czy ta książka zmienia życie. Wiem jednak, że sprawia, że chce się je na chwilę zatrzymać.

Wydawnictwo: Świat Książki

Jakub Jagiełło

Autor booksbyjagiello.pl

Przewijanie do góry