Nie każdy autor potrafi zbudować powieść na ruinach, z których inni uciekają. Malcolm XD w „Pastrami” nie tylko sięga po to, co rozpadłe, ale i znajduje w tym rozpadzie wartość, sens, a nawet coś na kształt duchowej odbudowy. To książka zbudowana z warstw – jak tytułowa kanapka – soczysta, pikantna i zaskakująco melancholijna, mimo pozorów prostej opowieści.
„Pastrami” nie da się opisać jednym zdaniem. To historia o podróży, ale i o nieruchomym utknięciu w czasie i wspomnieniach. O Warszawie, która raz jawi się jak scena z teledysku Molesty, innym razem jak kadr z filmu Kieślowskiego. O miłości, która nie chce się spełnić, ale też nie daje o sobie zapomnieć. I wreszcie – o jedzeniu, które jest jak wehikuł czasu: pachnie dzieciństwem, niespełnieniem, marzeniem.
Styl Malcolma XD to literacki fryz – pełen detali, kontrastów, ironii i nieoczywistej czułości. Autor nie sili się na moralizowanie, nie zakłada maski wszechwiedzącego narratora. Opowiada, jakby siedział z nami przy stole w nocnej knajpie i wspominał – z lekkim półuśmiechem, ale i z cieniem żalu w oczach.
Jest w tej książce coś, co sprawia, że nie można jej odłożyć na półkę z etykietą „kolejna książka internetowego memiarza”. Bo Malcolm – choć znany z internetu – w „Pastrami” okazuje się być przede wszystkim kronikarzem uczuć, których nie wypowiada się na głos. To pisarz, który zamiast głośnych puent, wybiera szept. I właśnie w tym szeptaniu tkwi siła tej książki.
Czy „Pastrami” to powieść o kanapce? Owszem – jeśli wierzyć, że najlepsze dania są metaforami. Malcolm używa pastrami jak kamertonu: do sprawdzania tonu swoich wspomnień i emocji. A nam, czytelnikom, daje coś więcej niż przepis – daje przeczucie, że nawet w codzienności można znaleźć legendę.
Wydawnictwo: W.A.B.


