Przesłona – Jadwiga Malina

Zdarzają się książki, które nie wchodzą w nas z impetem, lecz wsączają się powoli — jak światło przez koronkę firany o świcie. „Przysłona” Jadwigi Maliny to właśnie taka książka — subtelna, a zarazem niepokojąco czujna. Otwierając ją, nie wiemy jeszcze, że za chwilę znajdziemy się w przestrzeni między światłem a cieniem, w miejscu, gdzie wszystko dzieje się naprawdę, choć tak cicho, że łatwo byłoby to przeoczyć. 

Tytułowa „przysłona” nie odnosi się jedynie do mechanizmu fotograficznego — to metafora widzenia i zasłaniania, poznania i oddzielenia, światła i jego braku. W świecie Maliny każde słowo jest ostrożnie dobranym punktem światła, każde przemilczenie — cieniem, który buduje głębię. Poetka – bo nawet jeśli to proza, w niej tętni poetycka wrażliwość – prowadzi czytelnika przez krajobrazy codzienności, które dopiero z odpowiedniej perspektywy — przez przysłonę — ukazują swoje prawdziwe znaczenie. 

To pisarstwo jest czujne i nienatarczywe, jak wzrok osoby, która patrzy nie po to, by oceniać, lecz by zrozumieć. Malina nie szuka efektów. Jej język nie popisuje się, ale odsłania – z czułością, jakby dotykał opuszkami duszy czytelnika. Dzięki temu „Przysłona” staje się nie tylko opowieścią o świecie, ale też o samej możliwości jego widzenia — takiego, które nie rani ostrością, ale też nie ucieka w zamglenie. 

W książce tej fascynuje mnie coś rzadkiego – odwaga bycia powściągliwym. W czasach, gdy głośność bywa mylona z głębią, Jadwiga Malina przypomina, że nie wszystko, co ważne, musi krzyczeć. Czasem wystarczy uchylić zasłonę, by zobaczyć prawdę — w cieniu, w drgającym półtonie, w chwili, której prawie nikt nie zauważył. 

„Przysłona” to nie tylko książka — to gest. Szept skierowany do tych, którzy wciąż potrafią słuchać. I jeśli miałbym ją określić jednym zdaniem, byłoby to zdanie pełne wdzięczności: dziękuję, że ktoś jeszcze pisze w ten sposób — nie na pokaz, ale w głąb.

Wydawnictwo: Cyranka

Jakub Jagiełło

Autor booksbyjagiello.pl

Przewijanie do góry