Są książki, które nie wchodzą w nas z impetem, nie uderzają jak piorun, lecz raczej wsuwają się do naszej codzienności jak ciepły koc w chłodny wieczór – niepozornie, lecz z mocą, która zostaje na długo. „Wujańcio” Magdaleny Wawrykiewicz to właśnie taka książka. Niezwykła w swej prostocie, zaskakująco głęboka w tym, co niedopowiedziane.
Wujańcio nie jest bohaterem z marmuru. Nie nosi peleryny, nie zbawia świata. A jednak jego obecność – nieco ekscentryczna, nieoczywista, czasem komiczna, czasem wzruszająco ludzka – rozsadza ramy tego, co literacko znane i oswojone. To postać, która przypomina nam, że dziwactwo nie jest przeciwieństwem normalności, lecz jej najczystszym przejawem – szczególnie w świecie, który zbyt często gubi barwy na rzecz schematów.
Magdalena Wawrykiewicz pisze językiem z duszą. Jej słowa nie są tylko środkiem przekazu – są jak listy pisane ręcznie: mają swój rytm, temperaturę i puls. Każde zdanie wydaje się być oddechem samej autorki – czułym, uważnym, czasem melancholijnym, ale nigdy obojętnym.
Co wyróżnia „Wujańcia” spośród współczesnych książek? Przede wszystkim odwaga. Odwaga, by opowiadać o relacjach, które nie mieszczą się w prostych definicjach. O miłości, która niekoniecznie ma romantyczne oblicze. O dorosłości, która może być dziecięca. O dzieciństwie, które potrafi być mądrzejsze od wielu dojrzałych deklaracji.
To książka, która nie krzyczy – lecz mówi szeptem, a przez to dociera głębiej. Książka, która nie udaje odpowiedzi na wszystkie pytania – lecz zadaje te, które naprawdę mają znaczenie.
Czy „Wujańcio” to powieść dla każdego? Nie. To powieść dla tych, którzy nie boją się czułości. Dla tych, którzy potrafią dostrzec piękno w niedoskonałości. Dla tych, którzy jeszcze nie zapomnieli, jak słuchać nie tylko uszami, ale i sercem.
Po lekturze nie jesteśmy już tacy sami. Może trochę bardziej uważni. Może trochę mniej surowi dla własnych dziwactw i cudzych niedopasowań. A może po prostu – bardziej ludzcy.
Wujańcio zostaje. Jak wspomnienie, które pachnie dzieciństwem. Jak śmiech, który wybucha nie wtedy, gdy trzeba, lecz właśnie wtedy, gdy naprawdę się chce.
Wydawnictwo: Poligraf


